Kategorie
Kuchnia

Wegerodzina cz. I – wątłe korzenie

Pamiętam bardzo dobrze, jak ponad 20 lat temu w ramach postanowień wielkopostnych zrezygnowałam z mięsa. Moja familia była bardzo tym faktem rozbawiona, nikt jednak nie oponował. Nie przygotowywano mi nic ekstra – po prostu do obiadu nie było kotleta, na kanapce nie lądowała szynka itd. Moja mama świetnie gotuje i sądzę, że odczuwała specyficzny rodzaj sadystycznej przyjemności, kiedy zwijałam się i śliniłam w kuchni oczami pożerając przygotowane przez nią mięsne specjały. Dałam radę tydzień…

Pamiętam równie dobrze, jak ponad 10 lat temu na studiach miałam nieco chudszy czas. Odżywiałam się bardzo paskudnie – zupki instant krążyły po moich trzewiach naprzemiennie ze słodkim makaronem okraszonym niewielką ilością twarogu (tak żeby starczyło na kilka porcji). Zero warzyw, zero owoców, ale też zero mięsa. Po miesiącu takiej idiotycznej diety zaczęłam śnić… o mięsie własnie. Stoły uginające się od pieczystego, kiełbas, szynek i pasztetów. Zapach był tak intensywny, że pamiętałam go jeszcze po przebudzeniu. Tego dnia pożarłam w zastraszającym tempie cała paczuszkę tatara i zaczęłam otwarcie mówić, że nie wyobrażam sobie życia bez mięsa.

Pamiętam, że kilka lat później przeszłam bardzo restrykcyjną dietę białkową, która w głównej mierze opierała się na mięsie i nabiale. Niczego mi nie brakowało, byłam totalnie zachłysnięta efektem WOW po utracie 10 kg. Nie śniłam o warzywach, na owoce patrzyłam ze wstrętem. Niepomna na koszmarne deficyty witamin i innych składników odżywczych, które siłą rzeczy nie docierały do mojego organizmu, utwierdzałam się w przekonaniu, że nie po drodze mi z dietą jarską.

Dodatkowo jarosze i wegetarianie (nie wiedziałam jeszcze o istnieniu wegan), którzy z własnej woli decydowali się na tak drastyczne w mojej perspektywie ograniczenie, mieli w mojej głowie łatki dziwaków. Tak to przecież jest, że boimy się tego czego nie znamy. Uważałam, że wystarczyłoby gdyby zjedli dobrego steka, a wszelkie te bzdury szybko wywietrzałyby im z głowy. Umówmy się – nie ma nic lepszego niż dobry stek! Rosnąca moda na fit, a zaraz za tym na weganizm ogólnie, odrzucała mnie. Upatrywałam w tym skok na kasę producentów sojowego badziewia.

Także ten… skąd zatem wpis o wegerodzinie? W ostatnim miesiącu podjęliśmy w domu decyzję o znaczącym ograniczeniu mięsa i stopniowym ograniczeniu produktów odzwierzęcych (choć nie wiem… z masła chyba nigdy nie zrezygnuję). W niniejszej serii postanowię opowiedzieć wam o tym dlaczego się na to zdecydowaliśmy i jak sobie z tym tematem radzimy. Nikogo nie namawiam, nikomu nie narzucam rezygnacji z mięsa. Ot zwyczajnie – zapraszam do swojej kuchni 🙂

Autor: Alicja

Mój typ osobowości to Działacz czyli ENFP (ekstrawertyk, intuicyjny, uczuciowy, obserwujący). Tak długo nie wiedziałam o czym pisać, że będę pisać o wszystkim :) Z zawodu muzyczka i nauczycielka (ach te feminatywy!), w domu amatorka kulinariów i czytatorka miliona poradników. Uwielbiam grzebać sobie i innym w głowach, dla relaksu konsumuję popkulturę.

1 odpowiedź na “Wegerodzina cz. I – wątłe korzenie”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s