Kategorie
Pokój zwierzeń

Trudna sztuka komunikacji cz. I Czytanie ze zrozumieniem

Ostatnio pisałam już o niezbyt udanym podejściu do sztuki prostoty, dziś jednak nie będę podejmować tematu minimalizmu, a komunikacji. Wielu z nas pamięta te żmudne zajęcia z języka polskiego, gdzie człowiek uczył się czytać ze zrozumieniem. Później było to zazwyczaj obśmiewane, jako wkuwanie tego „co autor miał na myśli” i interpretowanie tekstu stricte pod klucz. Ewentualnie regularnie biadolono na to ilu w Polsce analfabetów, którzy nie posiadają tej podstawowej umiejętności. Zajęło mi kilkanaście lat po opuszczeniu szkolnych murów, by w pełnej krasie zrozumieć, że sprawa wcale nie jest taka oczywista.

A zaczęło się całkiem niewinnie, od gry sieciowej w której każdy z graczy dopisywał kilka akapitów wspólnej opowieści. Najczęściej jedna osoba prowadziła, czyli sterowała całym światem, a pozostali opisywali reakcje swojej wymyślonej postaci – jak wygląda, co mówi, co robi, co czuje itd. Administratorki tejże gry były bardzo restrykcyjne, zwłaszcza jeśli chodziło o wyciąganie konsekwencji z najdrobniejszych głupotek i niedopowiedzeń ze strony pozostałych. Przez to podejście, opowieści bardzo często przybierały tragiczny ton z depresyjnym finałem. Przez moment przyklaskiwałam takiej strategii. Wszak przecież kłania się czytanie ze zrozumieniem oraz podstawowe zasady logiki. Gdy jednak samej przyszło mi do poprowadzenia, rychło okazało się, że umiejętność czytania ze zrozumieniem to tylko mit.

W komunikacji mogą wystąpić przeróżne utrudnienia, o których kompletnie nie zdajemy sobie sprawy. Dla wielu ten proces może być znany, opiszę go jednak po krótce. Wpadam na pomysł (ideę) i koduję ją w znany sobie sposób. Mówiąc kolokwialnie – ubieram to co myślę w słowa. Przy okazji idea przechodzi przez filtr moich wszystkich przeżyć i tego jak je pamiętam, słów i zwrotów które znam, a także bieżących stanów i humorów (choroba, zmęczenie, głód, irytacja i wiele innych). Przekazuję swój komunikat dalej, a mój odbiorca odczytuje te słowa: dekoduje je i interpretuje przez siebie, przez te wszystkie filtry właściwe jego osobie plus dorzuca filtr tego, co sobie już wcześniej myślał na mój temat i tego czego się po mnie spodziewa. Czy widzicie w ilu miejscach coś może pójść kompletnie nie tak? Na jednym ze szkoleń mieliśmy odcyfrować znaczenie słów w zdaniu: „Młoda kobieta jest daleko od domu i rozmawia w ustronnym miejscu o ważnych sprawach z cudzoziemcem”. Na 15 osób pojawiło się 15 definicji dla młodej kobiety. A to dopiero początek…

Problemu nie ma kiedy chodzi o rzeczy błahe. Nie roztrzasamy pytania „co na obiad?”, nie zastanawiamy się nad głębią pobudek osoby informującej nas, że „dzisiaj makaron z sosem”. Problemy zaczynają się, gdy mówimy o rzeczach które nas poruszają, wywołują emocje, które w dowolnym stopniu są dla nas ważne. I tak co rusz wybuchały wielkie dramy we wspomnianej przeze mnie grze. Pierwotnie to miała być tylko zabawa, a realnie stała się polem minowym i bitwą na argumenty. Bo ile metrów od twojej postaci znajduje się potwór, jeśli dostajesz informację, że jest „blisko”? Ile masz czasu na reakcję, jeśli ktoś zbliża się do ciebie „szybko”? Powiecie, że to tylko gra, ale to się dzieje wszędzie, cały czas. Choćby w mediach społecznościowych… Najbardziej jaskrawym przypadkiem, jaki przychodzi mi do głowy, było upolitycznienie psów. Graf udostępniony na jednej z grup przedstawiał różne właściwości psów rasowych. Ich żywotność, rozmiary, posłuszeństwo itd. Autor pokusił się również o podział na psy głupie i mądre. Mądre patrzyły w prawo, a głupie w lewo. Taka drobnostka o mało nie skończyła się ideologiczną wojną w komentarzach… Niedawne wybory nakładały na nas odbiorców rozpalające filtry.

Cóż więc robić? Usiąść i płakać w kącie? Oczywiście, że nie 🙂 Polecam szczerze technikę Małych Kręgów (nie pamiętam czyjego autorstwa, ale jak znajdę, to w następnej części uzupełnie te informacje). Polega ona na tym, że rozmawiając z kimś słuchasz go uważnie, po czym w odpowiedzi mówisz mu co zrozumiałeś. On potwierdza albo zaprzecza i koryguje swój komunikat. Próbuje przy tym użyć innych słów, wytłumaczyć o co mu chodzi. Jak się domyślacie, nie chodzi o to, by mechanicznie powtarzać zdanie wyjściowe. Ludzie z mojego otoczenia chyba się już do tego przyzwyczaili. Ci spoza tego kręgu patrzą na mnie trochę dziwnie, jak powtarzam po nich i dopytuję o szczegóły. Po prostu upewniam się, aby dobrze ich zrozumieć, bo wiem jakie to trudne!

Acha i pamiętajcie! Nigdy nie rozmawiajcie na ważne i trudne dla was tematy na głodnego!

Autor: Alicja

Mój typ osobowości to Działacz czyli ENFP (ekstrawertyk, intuicyjny, uczuciowy, obserwujący). Tak długo nie wiedziałam o czym pisać, że będę pisać o wszystkim :) Z zawodu muzyczka i nauczycielka (ach te feminatywy!), w domu amatorka kulinariów i czytatorka miliona poradników. Uwielbiam grzebać sobie i innym w głowach, dla relaksu konsumuję popkulturę.

W odpowiedzi na “Trudna sztuka komunikacji cz. I Czytanie ze zrozumieniem”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s