Kategorie
Kuchnia

Chili sin carne (z tajemnym składnikiem)

W swojej pogardzie do wege (dawne czasy), często nabijałam się z transponowania nazw mięsnych potraw na grunt tych bezmięsnych. Kotlety, pasztety… To już zostało zweryfikowane przez językoznawców oraz wytłumaczone przez propagatorów diet jarskich, ale wciąż zabawnym było słyszeć, że ktoś robi wegetariańskie chili CON carne (czyli z włoska: chili Z mięsem). Dlatego też uwielbiam Martę Dymek (autorkę bloga jadlonomia.com), która dba o to, by moje czepialstwo poszło dalej spać do komórki pod schodami. Co ważniejsze, nie tylko językowo ale smakowo, jej przepisy na chili SIN carne (czyli oczywiście chili BEZ mięsa) są absolutnie przegenialne! Długo nie musiałam się zastanawiać na tym co wyprodukować z okazji przyjazdu mojej szwagierki. Cały przepis dostępny jest TUTAJ, a ja z miłą chęcią podzielę się z wami wrażeniami z pichcenia 🙂

Zacznijmy od tego, że zapomniałam wstawić fasolę z jednodniowym wyprzedzeniem… Jest to z pewnością najtrudniejszy element przepisu. Nawet jeśli wiesz, że chcesz go poczynić, to głowa wypiera fakt, że działania rozciągnięte są na 12 godzin. Szczęśliwie znałam PROtip polegający na tym, by do namaczanych strączków dać trochę sody oczyszczonej. Dzięki temu i cały proces jest lekko przyspieszony, i bąków potem ponoć zdecydowanie mniej 😉 W domu miałam dwa rodzaje fasoli (jasia i z czarnym oczkiem), więc ze względu na rozmiar trzeba było gotować je oddzielnie. Posiłkowałam się też puszką czerwonej, ale nikomu ani słowa! Na upartego spokojnie mogłam po prostu wciepać jeden rodzaj, bo i tak najważniejsze jest to w czym ta fasola pływa, zależało mi jednak na różnorodności fasolowej. Drugim potencjalnie trudnym momentem, było ciachanie pozostałych warzyw na drobną kostkę. Nie lubię tego robić, ale okazało się, że miarowe uderzanie noża o drewnianą deskę przyniosło ze sobą zaskakujący dla mnie spokój, wręcz swoistą relaksację. A te piękne kolory!

Nie będę ukrywać, że sporym zaskoczeniem było to (choć zdecydowanie nie powinno) ILE TEGO ŻARCIA WYSZŁO!? Widzicie w przepisie – 3 szklanki suchej fasoli (wychodzi jej potem zdecydowanie więcej), 3 puszki pomidorów, melion innych warzyw – i myślicie sobie, że to w sam raz na obiad dla trzech osób. Oczywiście nikt nie zwraca uwagi na podpowiedź Autorki, że 6-8 porcji, bo i po co? A potem ledwo mi się to wszystko zmieściło w garnku… Szczęśliwie tajemny składnik (choć w sumie nie taki tajemny, bo w tytule przepisu czarno na białym stoi, że to chili z czekoladą!) zajął tej przestrzeni niewiele i od razu zabrał się do motywowania całej potrawy do osiągania głębi smaku.

Jeśli chodzi o ostateczne wykończenie, to przyznam się, że zawiodłam. W sklepie zabrakło limonki, więc nie mogliśmy niestety cieszyć się okraszeniem parującego chilli mgiełką specyficznej kwaskowatości tego cytrusu. A świeża kolendra… cóż… jestem głęboko przekonana, że kolendra to przyprawowa abominacja, więc omijam ją szerokim łukiem. Z oliwkami się przeprosiłam, zaakceptowałam tofu i kminek ale kolendra? Nigdy! Szczęśliwie, jeśli tak jak ja nie znosicie kolendry, to nie musicie się przejmować – ta potrawa i bez niej wybornie daje sobie radę. Z ciapciowatym ryżem syci i rozgrzewa. Uwielbiam ❤

PLUSY

  • smakowite
  • sycące
  • łatwe do zrobienia
  • sprytny sposób na przemycenie selera naciowego
  • można ominąć kolendrę
  • nadmiar można z powodzeniem zamrozić i mieć awaryjne obiady na ciężkie dni

MINUSY

  • trzeba mieć duży garnek
  • trzeba pamiętać o moczeniu fasoli (tak na prawdę nie trzeba, jeśli w domu macie wystarczającą ilość puszek; zgodnie z informacją podaną w komentarzu przez Autorkę potrzeba ich aż 4!)
  • silnie uzależniające! 😉

PS. Przepraszam za jakość zdjęć… Dopiero się uczę jak robić ładne zdjęcia żarciu (owszem Instagrama wciąż unikam jak mogę).

Autor: Alicja

Mój typ osobowości to Działacz czyli ENFP (ekstrawertyk, intuicyjny, uczuciowy, obserwujący). Tak długo nie wiedziałam o czym pisać, że będę pisać o wszystkim :) Z zawodu muzyczka i nauczycielka (ach te feminatywy!), w domu amatorka kulinariów i czytatorka miliona poradników. Uwielbiam grzebać sobie i innym w głowach, dla relaksu konsumuję popkulturę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s