Kategorie
Pokój zwierzeń

Ciało pozytywnie – do biegu, gotowi…. start!

A gdyby tak można było, bez uszczerbku na zdrowiu, wyłączyć obszar mózgu odpowiedzialny za rozpoznawanie czy czyjaś twarz i postura są piękne? Gdybyśmy mogli chociaż na chwilę pozwolić sobie na to małe upośledzenie, które dałoby nam odetchnąć od otaczającej nas chorobliwej estetyzacji wzmacnianej programami do obróbki obrazu? Ten kontrowersyjny koncept jest tematem arcyciekawego opowiadania Teda Chianga: Co ma cieszyć oczy. Reportaż. Jego bohaterka została wychowana w utopijnej wioseczce, gdzie wszystkie dzieci miały od początku zablokowane rozróżnianie tego czy twarz jest piękna. Wybiera się na uniwersytet i zyskuje możliwość zdjęcia swojej blokady. Czy to dobry pomysł? Jakie są jego konsekwencje, jakie argumenty przemawiają za, a jakie przeciw takiemu drastycznemu rozwiązaniu? Nie będe ukrywać, choć jestem zdecydowanym przeciwnikiem wszczepiania sobie czegokolwiek gdziekolwiek (naoglądałam się Black mirror), to jednak z wielką chęcią poddałabym się takiemu zabiegowi…

Rzeźba „Myślę o sobie” („Jag tänker på mig själv” – Växjö) autorstwa Marianne Lindberg De Geer znajdująca się przed szwedzkim muzeum. Wiecie gdzie też znalazłam to zdjęcie? Na stronie promującej szybkie, tanie i sprawdzone pozbycie się cellulitu…………..

Pięknym zawsze było łatwiej. Po prostu takie mamy wbudowane fabrycznie przez ewolucje postrzeganie. Kanony piękna zmieniały się przez wieki, a kobiety stawały się ich dobrowolnymi niewolnikami. Współcześnie jest to tym boleśniejsze, że zewsząd bombardowani jesteśmy obrazami – wielkie twarze na kinowych ekranach, mnóstwo zdjęć prezentujących nienaganną cerę doskonałych modelek i aktorek. Młodość, szczupłość, naturalność… wszystko by sprzedać więcej. Z resztą, co ja będę strzępić palce – wiecie jak jest. Wystarczy w google wpisać sobie frazy „beauty face” albo „piękna twarz”, by zobaczyć jak dalekie jesteśmy od obecnie uznanych standardów.

Co gorsza, nawet gdy człowiek uzbrojony jest w świadomość i brak zgody na takie podchodzenie do kobiecego piękna, to i tak prędzej czy później złapie się na myślach mocno oceniających wartość kobiety przez pryzmat jej urody. Czy widząc pierwszy raz dziewczynę Keanu Reevsa zastanawialiście się co ona taka stara? Oni są rówieśnikami, ale wiecie… facet jak wino, a kobieta powinna albo być młoda albo się publicznie nie pokazywać. Nie wiem czy widzieliście Pozycję obowiązkową, która niejako ma przełamywać ten fetysz młodości w kinie. W tym filmie główne bohaterki to kobiety 70+ rozpychające się łokciami, obwieszczające całemu światu „Hej żyjemy i mamy się dobrze!” Tam Diane Keaton (73 lata w momencie kręcenia) zaczyna się spotykać z Andym Garcią (62 lata). W trakcie seansu byłam bardzo oburzona, że taka stara Diane z takim młodym Andym… Różnica wieku między Leonardem DiCaprio, a jego dziewczynami – choć bawi – to prawie nikogo nie oburza. A najgorzej jak oglądałam kreacje z czerwonego dywanu przy okazji ostatnich Złotych Globów i pomyślałam z niesmakiem „rany, ale one wszystkie stare…”. Biczować się nie zamierzam, ale wstyd mi, bo właśnie o to chodzi – moje oczy, moje postrzeganie jest zaburzone przez otaczający mnie kult młodości, piękności, chudości i innych.

Ruch body positivity ma swoje korzenie w latach 60 ubiegłego wieku, jednakże drugie życie zyskał z pewnością dzięki mediom społecznościowym. Co rusz jakieś redakcje lub komentatorzy (płci różnej, wcale nie wieszam psów na facetach) blokują treści body positivity sprowadzając je li tylko do promowania otyłości. A to nie tylko o wagę chodzi. Ale np. o skórę. O zmarszczki i blizny po operacjach. O rozstępy i włosy (te na skalpie i poza nim). O kształt twarzy i ciała. O wzrost. O wszystko… Bo w sumie nie ważne, jakie cyfry (niby) cię definiują. Nie spotkałam jeszcze nigdy kobiety, która byłaby zadowolona patrząc na to co widzi w lustrze. Nawet po „tuningu”, to wciąż nie jest piękne ciało, a piękny makijaż, piękna suknia. I to jest cholernie smutne, a body positivity ma pomóc nie tyle na zewnątrz co w środku – w głowie. Skoro nie można wszczepić sobie nic do mózgu i upośledzić patrzenia i oceniania, to przynajmniej można podziałać nad myśleniem o tym wszystkim.

Jestem surowa w ocenianiu innych, jestem surowa w ocenie siebie. Odkąd pamiętam chciałam być niską, drobną, delikatną kobietą. Elegancką, wysublimowaną, cichą, kruchą. O pociągłej twarzy, z wielkimi oczami i drobnym noskiem… Jak Lily Collins w Aż do kości (tak, to film o anoreksji i tak – główna bohaterka cierpi na to zaburzenie). Kto mnie zna ten wie doskonale, że daleko mi do każdego z wymienionych określeń. Każdego. Przez kilka lat starałam się zaakceptować fakt, że makijażem i ubiorem nie skrócę się o te 10 cm, a przebudowanie twarzy i ciała jest po prostu nierealne…(w grę wchodziłby tylko przeszczep mózgu jak w Ghost in the shell). Poczucie własnej wartości zbudowałam na innych przymiotach, a kwestia nieznośnie dużego ciała pozostała gdzieś daleko, daleko poza horyzontem zainteresowań. Bo jak nie możesz czegoś rozwiązać, to przecież możesz to zignorować tłumacząc sobie, że nie wszystko na raz. Pojawił się jednak problem przy patrzeniu w lustro. Pojawił się problem przy patrzeniu na zdjęcia. Najchętniej bym je po prostu spaliła, pozostawiając jedynie te, na których grube filtry lub odpowiednie kadrowanie dają pozory, że wyglądam inaczej niż w rzeczywistości. Wieczne niezadowolenie, nieskończone pokłady frustracji… Czas to zmienić!

Zapraszam was do podróży – to proces, którego jeszcze nie przeszłam, którego nawet nie zaczęłam. Na razie przeglądałam przewodniki turystyczne po świecie body positivity, mam kilka „punktów”, które koniecznie będę chciała pozwiedzać. Na pewno będzie to książka polecana przez Mamę Skaut – Obsesja piękna Renee Engeln. Chcę też aktywować nieużywanego instagrama do obserwacji różnych kobiet o różnych kształtach, tak aby oswajać się z innymi ciałami. Planuję również też ćwiczenia myślowe, zaczynając od tego – nie musisz kochać swojego ciała, żeby się nim zachwycić. Czy macie jeszcze jakieś pomysły do przetestowania i opisania przeze mnie? Sekcja komentarzy jest wasza, a ja idę sprawdzić czy wszystko spakowałam do tej nowej przygody 🙂

Autor: Alicja

Mój typ osobowości to Działacz czyli ENFP (ekstrawertyk, intuicyjny, uczuciowy, obserwujący). Tak długo nie wiedziałam o czym pisać, że będę pisać o wszystkim :) Z zawodu muzyczka i nauczycielka (ach te feminatywy!), w domu amatorka kulinariów i czytatorka miliona poradników. Uwielbiam grzebać sobie i innym w głowach, dla relaksu konsumuję popkulturę.

2 odpowiedzi na “Ciało pozytywnie – do biegu, gotowi…. start!”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s