Kategorie
Filmoteka Kuchnia

Dwie Julie, czyli film o blogowaniu

Odkąd pamiętam preferowałam filmy w których coś się działo. Te pościgi, te wybuchy, ludzie w skórze albo spandeksie ratujący rodzinę/miasto/świat. Od roku dopiero zaczęłam interesować się kinem na tyle, by wiedzieć kto jest kto, kojarzyć nie tylko buzie aktorów, ale też reżyserów i czasem nawet scenarzystów. Dzisiaj jednak, chciałabym wam opowiedzieć o filmie starym (no dobrze nie tak starym, ale 10 lat temu to było przecież wieki temu!), jak i bardzo dla mnie wyjątkowym. Co więcej, jest to jeden z pierwszych filmów Takich Po Prostu O Życiu, który nie dość, że zobaczyłam, to jeszcze polubiłam! Zapnijcie pasy i posłuchajcie opowieści o dwóch kucharkach i blogu.

Film Julie & Julia jest adaptacją książki: Julie and Julia: 365 days, 524 recipes, 1 Tiny Apartament Kitchen (w Polsce dostępna jako Julie i Julia. Rok niebezpiecznego gotowania) autorstwa Julie Powell (rekord: 7 Julii w jednym zdaniu :D). Zbieżność imion nieprzypadkowa. Oto bowiem Julia P., młoda amerykanka zachwycona postacią i książką kucharską swojej imienniczki – Julii Child – zdecydowała się na pewne ekstremalne wyzwanie. W rok zamierzała wykonać w swym niewielkim domostwie wszystkie 524 przepisy Child, a swoje zmagania opisać na świeżo założonym blogu. Mimo przeciwności losu dokonała tego, zyskując nieoczekiwanie popularność wykraczającą ponad wszelkie własne oczekiwania. Całość doświadczeń opisała, wydała i ku swojemu zaskoczeniu kilka lat później, doczekała się kinowej adaptacji w gwiazdorskiej obsadzie. Gdybym mogła wybierać, to też bym chciała, żeby mnie zagrała kiedyś Amy Adams…

Mamy więc szansę zobaczyć losy współczesnej dziewczyny poszukującej ujścia dla pasji pisania i gotowania, ale też równolegle poznajemy przyczynek do biografii osoby, z którego dorobku korzystała. Możemy więc zobaczyć jak Julia Child zaraz po wojnie przeprowadza się do Francji i trochę z nudów postanawia zapisać się do francuskiej szkoły kucharskiej Le Cordon Bleu przeznaczonej dla szefów kuchni – a więc tylko dla mężczyzn. Jej determinacja i upór sprawia, że nie tylko jako pierwsza kobieta kończy tę placówkę, ale też udaje jej się wydać książkę i finalnie poprowadzić program telewizyjny uczący Amerykanów gotowania. W Stanach jest to niezwykle kultowa persona, a w filmie została ukazana z wielkim sercem i szacunkiem. Co więcej, kiedy patrzyłam na wykreowane przez Meryl Streep i Stanleya Tucci’ego małżeństwo państwa Child, to rozpływałam się w marzeniach, że może kiedyś będę też takie miała.

Liczne przeprowadzki sprawiły, że nie mam pojęcia gdzie teraz podziewa się ta książka 😦
Kto wie, może kiedyś, jak wpadnie
w moje ręce…? Może w końcu coś
z niej upichcę!

Zainspirowana bardzo, z miejsca postanowiłam powtórzyć ten wyczyn. W Polsce można dostać książkę kucharską Gotuj z Julią, więc od razu ją kupiłam i jak się domyślacie… na tym skończyło się moje podejście i do bloga i do gotowania. Odstraszona orientalnością i drogością składników (alkohole z wysokiej półki, jakieś kaczki, jakieś gęsi, jakieś dziwne części wołowiny inne niż te dostępne w supermarkecie) ostatecznie nie zrobiłam ani jednego przepisu. Szczytem sukcesu było wyluzowanie, ale nie całej tuszki tylko kilku udek. Gdzieś jednak to ziarno zostało zasiane, taka to właśnie jest bowiem geneza niektórych moich wpisów, w których dzielę się zmaganiami z wegekuchnią 🙂

Wracając jednak do filmu – jest to jeden z nielicznych filmów biograficznych, który mi przypadł do gustu. Wiem, że na pewno nie uniknięto uproszczeń i ugładzeń wątków obu pań, w pamięci zapadł mi jednak taki gorzki moment pod koniec. Oto gdy już nasza wspaniała Amy Julie zdobyła rozgłos, odbiera niezbyt przyjemny telefon. Reporterka informuje ją, że powiedziano o blogu Julii Child, a reakcja sędziwej idolki była bardzo niepochlebna. Ponieważ film jest niesamowicie wręcz przyjemny i gładki, ten drobny dysonans na końcu, był bardzo mocny. W końcu sama zainteresowana, której osoba i twórczość stawiane były na piedestale, nie wyraziła swojej aprobaty dla wszystkiego, czemu i my kibicowaliśmy przez cały film… To była solidna łyżka dziegciu! Jedno trzeba przyznać, bez względu na intencje pani Powell- gdyby nie ten cały szalony kulinarny pomysł, nigdy byśmy nie zobaczyli biografii pani Child na ekranie i to w tak wspaniałej obsadzie. Polecam na miły wieczór, najlepiej z czymś dobrym do jedzenia i picia pod ręką 🙂 Smacznego!

Autor: Alicja

Mój typ osobowości to Działacz czyli ENFP (ekstrawertyk, intuicyjny, uczuciowy, obserwujący). Tak długo nie wiedziałam o czym pisać, że będę pisać o wszystkim :) Z zawodu muzyczka i nauczycielka (ach te feminatywy!), w domu amatorka kulinariów i czytatorka miliona poradników. Uwielbiam grzebać sobie i innym w głowach, dla relaksu konsumuję popkulturę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s