Kategorie
Biblioteka

Zaproś Marię Montessori do swojego domu już dziś.

Tylko może nie dosłownie, ponieważ Maria Montessori zmarła przeszło 70 lat temu. Nie przeszkadza jej to jednak w inspirowaniu kolejnych pokoleń rodziców i wychowawców do świadomego towarzyszenia dzieciom w ich rozwoju. Główne założenie tej metody głosi, że dziecko posiada naturalne potrzeby rozwoju i nauki, zaś my jako rodzice nie powinniśmy nic narzucać, a właśnie towarzyszyć, czyli być obok, doglądać wzrostu. Nie mamy projektować dziecka na dorosłe życie, ale dbać i modyfikować przede wszystkim otoczenie, aby było jak najbardziej sprzyjające. Podążając za mądrością Mistrza Oogway’a z Kung Fu Pandy: nie masz sprawiać, że brzoskwinia stanie się wiśnią. Możesz tylko zapewnić jej optymalne warunki do wzrostu. O tym jest właśnie pedagogiczna myśl Montessori i do tej myśli wprowadza nas książka Simone Davies: Montessori w twoim domu, którą dziś będę miała przyjemność dla was zrecenzować.

Pierwszy raz o Marii Montessori usłyszałam na zajęciach z pedagogiki na drugim roku studiów. Ponieważ była ona przedstawiana wraz z innymi gigantami nowej myśli pedagogicznej walczącej z modernistycznym systemem edukacji (czyli absolwent, jako produkt dla rynku pracy – coś wam to mówi…?), to poza faktem, że była jedyną kobietą wśród wymienianych reformatorów, zapamiętałam hasłowo innowacyjne pomoce. I właściwie teraz, jeśli zapytamy wujka googla o edukację montessori to wyskakują nam strony placówek, blogi parentingowe oraz… sklepy z cenami z kosmosu. Drewniana tęcza za 400 zł? A może kilka walców za 300? To brzmi abstrakcyjnie, a jak zestawimy to z wysokością czesnego w, jakby nie patrzeć elitarnych przedszkolach, to pierwszą łatką jaką najłatwiej przykleić do tego całego montessori to ewidentny skok na kasę. Co więcej, na grupach facebookowych czasami można trafić na tak absurdalne (z pozoru) pytania o to, czy młodsze dziecko może bawić się pomocą starszego oraz co jeśli cylindry do nauki proporcji używane są jako bele siana w zabawkowej farmie. I są puryści (jak w każdej dziedzinie), którzy mówią, że absolutnie nie wolno. Albo mówią, że jeśli nie stosujesz wszystkich zasad, to nie możesz mówić, że stosujesz tą metodę. Musicie przyznać, że jest to mocno odrzucające… Jako neofitka montessoriańska, spotkałam się z pytaniami moich zdroworozsądkowych koleżanek o to co w tym właściwie widzę. Tę tęczę za miliony? Materac na ziemi? O co chodzi? Szczęśliwie już nie muszę się biedzić z odpowiedzią – po prostu mogę pożyczyć książkę, w której znajduje się rdzeń przekonań i mnóstwo praktycznych porad jak w duchu montessori zajmować się dzieckiem w wieku 1-3.

Szacunek do dziecka

Na samym wstępie poznajemy skrócony biogram Marii Montessori i podstawowe założenia metody montessori, która stosowana jest w pracy dziecka, czyli w przedszkolu i podstawówce. Nie dość, że jest to potraktowane mocno po łebkach (i dobrze!) to jeszcze autorka będąca zarówno mamą jak i nauczycielką w tej metodzie pisze wprost: lepiej, jeśli nie zrobicie dzieciom w domu drugiego etatu, po co kopiować to co miałyby w placówce? Dzieci potrzebują przestrzeni do swobodnej zabawy, udzielania się w życiu rodzinnym. Możesz kupić pomoce jeśli chcesz, ale po co? Podpowiada czym je zastąpić, jak obserwować dziecko i mu pomagać (a sposób pomagania jest BARDZO istotny), jak optymalizować jego otoczenie. Spójrz z perspektywy dziecka, zaakceptuj to jakie jest, uszanuj proces (uszanuj jego zupę 😉 ). Dostajemy całą rozpiskę aktywności z zaleceniem dopasowania ich do tego, na jakim działaniu się aktualnie fiksuje mały obywatel (dodatkowo jest ponad 12-stronnicowy aneks tabeli z pomysłami zabaw!). Mamy cały rozdział podpowiedzi jak zaaranżować dom i jak ustawić sobie w głowie, aby dziecko jak najszybciej mogło działać samodzielnie. Kolejny, o komunikacji (ten z powodzeniem obejmuje też starsze dzieciaki i dorosłych) oparty jest na jednej z moich ulubionych książek Jak mówić do dzieci żeby nas słuchały, jak słuchać dzieci żeby do nas mówiły. Wszystko w duchu wolności – możesz z tego skorzystać, ale nie musisz. To ty jesteś rodzicem, ty decydujesz co z tego przetestujesz i co wprowadzisz na stałe. Najważniejsze, żebyś szanował swoją pociechę. Tylko tyle i aż tyle.

Szacunek do siebie

Największym zagrożeniem jakie może spotkać tzw. bliskościowych rodziców (to znaczy takich, którzy są dzieciocentryczni, podążają za dzieckiem i np. wbrew poradom noszą dziecko gdy płacze, śpią z nim w jednym łóżku, pozwalają na zbyt wiele w oczach społeczeństwa) jest dbanie o granice. Metoda Montessori to nie samowolka i okryte złą sławą „wychowanie bezstresowe”. Powiedziałabym, że przede wszystkim jest to wychowanie bez przemocy, a zasady, granice i konsekwencja są w nim ważnym elementem budowania w dziecku poczucia bezpieczeństwa. Również niezwykle ważne jest, aby rodzic dbał o siebie. Specjalnie to wytłuściłam, ponieważ tak łatwo o tym zapomnieć, gdy skupiasz się na dziecku i jego potrzebach. Książka spieszy z pomocą w sprawie obu kwestii. Jak bez zastraszania mówić dziecku co może, a czego nie? Dlaczego tak ważne jest by znaleźć przestrzeń bez dzidziusia, by nie dać sobie wleźć na głowę (no i co to znaczy wleźć sobie na głowę, bo z różnymi doświadczeniami różnie do tego wyrażenia możemy podchodzić)? Nie masz czasu i siły sprzątać po wspólnym gotowaniu z dzieckiem? Nic się nie stanie, jeśli nie będziecie piec codziennie muffinków. Gotowanie to fajna aktywność i warto po nią sięgnąć gdy i ty czujesz, że masz na to przestrzeń. Nic na siłę! Utrwaliła mi się też w głowie myśl płynąca z tych rozdziałów: Dziecko nie potrzebuje ani szefa ani służącego. Potrzebuje przewodnika. To trudne i piękne jednocześnie.

Ciąg dalszy zachwytów

Kilka tygodni temu znalazłam ikonografikę ze zdewastowaną matką, która jojczy, że nic jej nie wychodzi, przy czym ogólne przesłanie rysuneczku było takie, że jesteś dobrym rodzicem, bo kochasz swoje dziecko. Wśród listy zawalonych spraw było również „to całe montessori” i ja się z tym bardzo nie zgodzę. Maria Montessori nie oczekiwała, że zrobisz fakultet (nawet internetowy) z jej metody edukacyjnej i urządzisz w domu przestrzeń przedszkolną. Nie oczekiwała, że rzucisz wszystko i zajmiesz się edukacją domową, a nawet jeśli poślesz dziecko do placówki to urządzisz mu drugą taką w czasie wolnym. Maria Montessori nie oczekiwała, że wydasz połowę swojej pensji na drogie pomoce. Nie oczekiwała, że będziesz rodzicem idealnym. Ona prosiła o to, by szanować dzieci: ich odrębność i człowieczeństwo. By nie widzieć w nich masy do kształtowania, a wręcz przeciwnie pozwalać by kształtowały się same. Bardzo cieszę się, że Montessori w twoim domu zagościło na polskim rynku. I zachęcam was, jeśli macie lub spodziewacie się małych dzieci, do zapoznania się z tą pozycją. Nie będzie to czas stracony, a może zainspiruje na kolejne dni z dzidziusiem pod pachą.

Autor: Alicja

Mój typ osobowości to Działacz czyli ENFP (ekstrawertyk, intuicyjny, uczuciowy, obserwujący). Tak długo nie wiedziałam o czym pisać, że będę pisać o wszystkim :) Z zawodu muzyczka i nauczycielka (ach te feminatywy!), w domu amatorka kulinariów i czytatorka miliona poradników. Uwielbiam grzebać sobie i innym w głowach, dla relaksu konsumuję popkulturę.

1 odpowiedź na “Zaproś Marię Montessori do swojego domu już dziś.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s