Kategorie
Plac zabaw

Death Stranding. Connecting People

Znalazlam ten poster przy okazji pisania wpisu i łomatulu mogłabym go mieć na ścianie ❤ ❤ ❤

W poprzedniej swojej gierkowej recenzji pisałam o swoich jakże zaawansowanych casualowych kompetencjach. Od kilku dni zmagam się z panującą na zewnątrz aurą lęku o przyszłość i niejako naturalnie kojarzy mi się to z grą, z którą miałam do czynienia ledwie dwa miesiące temu. Death Stranding, gra która wyszła spod rąk kontrowersyjnego twórcy Hideo Kojimy. Hit czy kit? Arcydzieło na miarę naszych czasów czy pretensjonalny kicz? Dzieło geniuszu czy bełkot szaleńca? Zdania są mocno podzielone – zarówno gra, jak i jej twórca polaryzują graczy i mało osób przeszło obok tego tytułu obojętnie.

Nie będę ukrywać, że w naszym domu czekało się na tę grę. Byliśmy z mężem mocno zaabsorbowani trailerami, które robiły więcej bagna z głowy niż zdradzały fabuły. Poza tym… jak wiecie po różnych „psikusach” twórców chociaż marvelowych, trailer nie zawsze prawdę ci powie. Co to będzie za gra? Walka? Skradanka? RPG pełen moralnych wyborów? Hype (nakręcenie się na jakiś temat, podekscytowanie) było coraz większe z każdą koleją enigmatyczną informacją. PS4 zostało zakupione i czekało na pierwsze promocje po premierze (hehe, nie będę oszukiwać, że kupiliśmy DS za miliony. Poczekaliśmy przed świętami aż będzie kosztować połowę milionów :P). I… jak się okazało, tytuł choć zdecydowanie nie dla każdego, to zdecydowanie był dla nas!

Dla ciekawych: link do wszystkich trailerów gry.

Złośliwi mówią: symulator kuriera. Zachwyceni mówią: tak, ale to świetny symulator! Sam Bridges (grany przez Normana Reddus’a znanego m.in. z serialu The Walking Dead) jest kurierem w postapokaliptycznym świecie. Konkretnie w naszym świecie w którym nastąpiło tytułowe Death Stranding (w polskiej wersji Wydarcie Śmierci). To zdarzenie sprowadziło wiele nieprzyjemnych rzeczy: dziwaczne szlamowate potwory (niewidzialne, ale jak cię złapią to bardzo widzialne), większe dziwaczne szlamowate potwory, deszcz który znacząco przyspiesza upływ czasu i kilka innych równie przerażajacych spraw związanych z przemijaniem, śmiercią i wymarciem…
W obliczu zagłady ludzkość się pobunkrowała, a nadzieją są kurierzy a zwłaszcza nasz bohater. Sam ma misję epicką (czyt. musi przejść z prawa do lewa wielkiej amerykańskiej mapy), ale też ma całą masę misji mniejszych i zdecydowanie bardziej pragmatycznych. No co tu dużo mówić, jest kurierem więc nosi paczki.

He he, proza kurierskiego życia,
bo przecież każdy kurier biega
z podłączonym do siebie sztuczną pępowiną płodem 😉

Jest w tej grze dużo prozy kurierskiego życia. Chodzisz sobie po tej całej Islandii Ameryce obładowany paczkami, ktoś może cię po drodze okraść, jakieś demoniszcza mogą cię porwać, ale w gruncie rzeczy po pierwszym szoku (bo początek gry jest mega intensywny) wchodzisz w buty Sama i jego rutynę. Zaczynają ci te wszystkie straszności powszednieć, grubnie ci skóra. Spotykani ludzie, dla których jesteś tak mega ważny zacierają się w jedną jakąś tam spotkaną osobę. Z drugiej strony – twoja prosta praca pójścia z punktu A do punktu B, dla tych napotkanych dusz które przetrwały, jest wspomnianym już promieniem nadziei. Jako gracz podchodzisz do tego cynicznie (zakładam, że Sam myśli podobnie, bo on w sumie nie lubi za bardzo ludzi), ale kropla drąży skałę i jest ci w pewnym momencie miło, że ludzie są. Szczególnie jeśli grasz online.

Hideo Kojima wniósł rozgrywkę multiplayer (w odróżnieniu od singleplayer, która przeznaczona jest dla jednego gracza) na kolejne stadium rozwoju. Jesteś sam jeden, ale jeśli grasz podłączony do sieci, pozostajesz na serwerze z grupą graczy, których nie widzisz. Pozostają oni niewidzialni, a to co możesz zobaczyć to dzieło ich „rąk”. To co oni zbudują pojawia się u ciebie i vice versa. Brzmi banalnie, ale kiedy wspólnymi siłami dziergacie drogę pozwalająca przemieszczać się szybciej… Albo gdy ktoś postawi most/drabinę/schowek/stację ładującą pojazdy akurat w miejscu gdzie będziesz tego bardzo potrzebować… Podobnie jak w pewnej sieci społecznościowej za swoje aktywności kolekcjonujesz lajki. I znów można spojrzeć na to z sarkazmem (gdzie moje piniądze za wykonaną pracę?), ale w gruncie rzeczy przecież już w dzisiejszych czasach lajk (symbol uznania społeczności) potrafi znaczyć bardzo dużo. I ty możesz dawać te lajki swoim niewidzialnym kolegom z serwera. I tak od lajka do lajka robi ci się cieplej na serduszku. Bardzo nieoczekiwanie.

Sony: To chce pan zrobić film czy grę?
Hideo Kojima: Tak.
(Żarcik kradziony z internetów. Powyżej część obsady.)

Death Stranding aktorsko daje radę – a trzeba o tym mówić, bo mamy do czynienia z JEDENASTOMA godzinami cinematiców (są to „przerwy” w grze, gdzie oglądamy wyreżyserowane filmowe sceny). Czekałam tylko, aż Mads Mikkelsen albo Léa Seydoux pojawią się na scenie. Komputerowa fotorealistyczna grafika nie jest taka jak film, ale kompletnie nie przeszkadzało mi to we wchłanianiu ich charyzmy i emocji. Co więcej twórcy garściami sięgnęli po technologie testowane w kinie: odmładzanie/postarzanie aktorów czy używanie skanów ciała i nakładanie ich na innych aktorów, którzy pracowali przy zdjęciach. Takie special appearance zaliczyło w znaczących rolach dwóch zaprzyjaźnionych z Kojimą reżyserów: Guillermo del Toro, Nicolas Winding Refn oraz cała rzesza innych znanych osób świata popkultury, którzy odgrywali okazjonalnie napotkanych przez bohatera ludzi.

Fajnym bonusem o którym warto jeszcze powiedzieć, to fakt, że poza
połączeniami fabularnymi, które się robi realizując kolejne zadania, poza połączeniem metaforycznym i duchowym do którego nawołuje Hideo Kojima, poza połączeniem online, które rozszerza możliwości rozgrywki o łączenie się z innymi graczami, mamy jeszcze połączenie z samym twórcą. Znajdźki w tej grze oferują nam zajrzenie do inspiracji artysty. Poznajemy jego ulubione filmy, muzykę, gry, kolekcję figurek i motocykli. Bardzo mnie to zaskoczyło, ale nie traktowałam tego jako parcie na szkło z jego strony, a raczej potęgowanie idei połączenia. Nie miałam takiego zacięcia żeby zebrać je wszystkie, ale był to przykład ciekawego twórczego ekshibicjonizmu z którym nigdy wcześniej się nie spotkałam.

Jedna z najpiękniejszych współczesnych kołysanek. Porusza mnie do głębi.

Death Stranding odcisnął na nas piętno i bardzo mnie to cieszy. Była to opowieść miejscami przekombinowana, czasem tak patetyczna, że aż oczy szczypały od patrzenia na to. A jednak momenty autoironiczne i przebijające czwartą ścianę bardzo cieszyły, a specyficzny humor był zawsze bardzo życzliwy w stosunku do gracza. Mimo aury końca świata gra miała dla mnie… zaskakująco odprężający charakter. Nic dziwnego, że ludzie marudzą, skoro spodziewali się skradanki, strzelanki, walki o życie i popisywanie się umiejętnościami na najtrudniejszym poziomie. Nie tędy droga. Było to doświadczenie wyjątkowe, a czy rzeczywiście Death Stranding jest arcydziełem czy bełkotem – to oceni jak sądze historia, a nie wola recenzentów (zarówno tych przychylnych jak i nieprzychylnych). Niemniej czekam na kolejny wytwór wyobraźni i kreatywności Kojimy, a grę polecam jeśli lubicie dziwności tego typu i relaksacyjne spacery w zieleni.

Autor: Alicja

Mój typ osobowości to Działacz czyli ENFP (ekstrawertyk, intuicyjny, uczuciowy, obserwujący). Tak długo nie wiedziałam o czym pisać, że będę pisać o wszystkim :) Z zawodu muzyczka i nauczycielka (ach te feminatywy!), w domu amatorka kulinariów i czytatorka miliona poradników. Uwielbiam grzebać sobie i innym w głowach, dla relaksu konsumuję popkulturę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s